26/04/2026, 06:24

Rewolucja, której nie ma? Cała prawda o miernikach cząstek stałych na SKP w 2026 roku

Rewolucja, której nie ma? Cała prawda o miernikach cząstek stałych na SKP w 2026 roku

Rewolucja, której nie ma? Cała prawda o miernikach cząstek stałych na SKP w 2026 roku


Mogłoby się wydawać, że rok 2026 będzie momentem ostatecznego rozliczenia dla wszystkich właścicieli diesli z „wyciętym” ekwipunkiem. Medialne doniesienia o nowoczesnych miernikach cząstek stałych, które miałyby wyłapywać każdą niesprawność filtra DPF czy GPF, budziły grozę wśród jednych i nadzieję na czystsze powietrze u drugich. Rzeczywistość okazuje się jednak znacznie bardziej prozaiczna i, co tu dużo mówić, biurokratyczna. Na ten moment rewolucja na stacjach kontroli pojazdów (SKP) zostaje odłożona ad acta.


Dlaczego liczniki cząstek stałych nie pojawią się w tym roku?


Mimo szumnych zapowiedzi i prac nad unijnym pakietem Roadworthiness Package, polscy kierowcy mogą na razie odetchnąć z ulgą. Eksperci z branży, w tym przedstawiciele Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów, jasno wskazują, że w 2026 roku nowe urządzenia pomiarowe nie staną się obowiązkowym wyposażeniem diagnostów. Głównym hamulcem jest brak oficjalnego projektu ustawy, który narzucałby takie rozwiązanie. Bez konkretnego dokumentu nie może ruszyć proces legislacyjny, a ten w Polsce bywa drogą przez mękę, obejmującą konsultacje społeczne, debaty parlamentarne oraz ostateczny podpis prezydenta.

Nawet gdyby ustawa pojawiła się na biurkach posłów jutro, proces wdrożenia nowej technologii to logistyczny Mount Everest. Każde urządzenie musi przejść rygorystyczną certyfikację, a producenci potrzebują czasu na dostarczenie tysięcy sztuk sprzętu do stacji w całym kraju. Do tego dochodzi kwestia szkoleń dla diagnostów, którzy muszą nauczyć się obsługi nowej aparatury. W efekcie, dopóki nie zobaczymy konkretnego harmonogramu prac w resorcie infrastruktury, mierniki cząstek stałych pozostają jedynie technologiczną ciekawostką, a nie realnym batem na kierowców.


Co faktycznie zmieni się na przeglądach?


Choć analiza spalin pozostaje przy starych procedurach, nie oznacza to, że w przepisach panuje całkowita stagnacja. Ministerstwo pracuje nad tak zwaną „ustawą badaniową”, która ma wprowadzić kilka istotnych modyfikacji w funkcjonowaniu SKP. Jednym z najgorętszych tematów jest obowiązek fotografowania pojazdów podczas badania technicznego. Ma to ukrócić proceder „podbijania” dowodów rejestracyjnych bez fizycznej obecności auta w stacji. Dodatkowo planowana jest coroczna waloryzacja opłat za badania, co z pewnością uderzy nas po kieszeni, oraz bardziej restrykcyjny system szkoleń dla samych diagnostów.


Ile zapłacimy za przegląd? Aktualny cennik na stacjach kontroli pojazdów


Skoro mowa o kosztach, warto przypomnieć sobie, ile obecnie musimy zostawić w kasie stacji kontroli pojazdów. Choć branża od lat alarmuje, że stawki są nieadekwatne do kosztów prowadzenia działalności, na ten moment wciąż obowiązuje znany nam wszystkim cennik. Za badanie techniczne samochodu osobowego zapłacimy 99 złotych, przy czym kwota ta zawiera złotówkę opłaty na rzecz Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. Jeśli poruszamy się autem z instalacją gazową LPG lub CNG, nasza kieszeń uszczupli się o 162 złote, co wynika z konieczności przeprowadzenia dodatkowych czynności sprawdzających szczelność układu.

W przypadku motocykli koszt przeglądu jest nieco niższy i wynosi 62 złote. Kierowcy ciężarówek oraz pojazdów o masie całkowitej powyżej 3,5 tony muszą przygotować się na większe wydatki, które zazwyczaj oscylują w granicach 153 lub 176 złotych, zależnie od przeznaczenia pojazdu. Warto pamiętać, że opłatę uiszczamy przed przystąpieniem do badania, a wynik negatywny nie oznacza zwrotu pieniędzy – diagnosta pobiera opłatę za samą czynność sprawdzenia stanu technicznego.


Ryzykowna gra z terminem, czyli co grozi za brak ważnego badania technicznego


Zlekceważenie daty w dowodzie rejestracyjnym to prosta droga do poważnych kłopotów, nie tylko finansowych. W przypadku kontroli drogowej, policjant za brak ważnego przeglądu może nałożyć mandat w wysokości od 1500 do nawet 5000 złotych, zależnie od stanu technicznego auta i tego, jak długo jeździmy „po terminie”. Funkcjonariusz ma również prawo zatrzymać dowód rejestracyjny (obecnie odbywa się to wirtualnie w systemie) i wydać skierowanie na badanie techniczne, wyznaczając jednocześnie krótki czas na dojazd do stacji.

Prawdziwe schody zaczynają się jednak w momencie kolizji lub wypadku. Brak ważnego badania technicznego daje ubezpieczycielowi potężny argument do odmowy wypłaty odszkodowania z polisy AC. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku OC – choć ubezpieczyciel wypłaci pieniądze poszkodowanemu, może wystąpić do nas z regresem. Oznacza to, że będziemy musieli zwrócić całą kwotę odszkodowania z własnej kieszeni, co przy poważniejszych wypadkach może prowadzić do dożywotnich długów. Krótko mówiąc: oszczędność 99 złotych na przeglądzie to najgorsza inwestycja, jaką może podjąć kierowca.

Go to top